Shop Mobile More Submit  Join Login
About Deviant AsiaFemale/Poland Group :iconcutemusicians: CuteMusicians
 
Recent Activity
Deviant for 3 Years
Needs Premium Membership
Statistics 78 Deviations 616 Comments 3,857 Pageviews

Newest Deviations

Favourites

deviation in storage by amentrine

Activity


„Właściwie to ciekawe co dzieje się teraz w redakcji. Nie miałam kontaktu z szefową od jakiegoś tygodnia albo nawet dłużej. Ostatnie teksty oddawałam jeszcze w dzień wyjazdu, a wtedy nie było nawet chwili na zamienienie z nią słowa. W prawdzie moja praca polegała raczej na zleceniach, ale i tak byłyśmy zawsze w ciągłym kontakcie. Do samej redakcji przychodziłam naprawdę rzadko. Zazwyczaj wszystko wysyłałam mailem i tak też omawiałyśmy większość spraw związanych z artykułami, które pisałam. Jednak Samantha rzadko kiedy sama się do mnie odzywała. Musiałam zabiegać i wypytywać o każde zlecenie. To właściwie też nadawało pracy jakiegoś uroku, ponieważ zawsze musiałam być w stu procentach zmotywowana. Zdarzało się, że nic nie powiedziała i moim materiałem zajmował się ktoś inny. Dlatego też pomyślałam, że się upewnię czy na pewno nic ciekawego mnie nie omija.
Zanim przyszła odpowiedź, zdążyłam znaleźć w Internecie dużo ciekawych informacji o San Sebastian.  Okazało się, że odbywają się tu imprezy modowe znacznie częściej niż byłam sobie w stanie wyobrazić. Do jutra, na przykład, trwały ekspozycje nowych kolekcji jakichś miejscowych projektantów w halach targowych przy porcie. Za dwa dni, za to, zaczynała się seria pokazów w Bilbao, chociaż nie byłam w stanie znaleźć, kto będzie się tam prezentował. W samym centrum znajdowało się sporo sklepów znanych marek i dom mody Balenciaga. A co najważniejsze jeszcze pod koniec tego tygodnia zaplanowane było oficjalne otwarcie Fashion Week’a. Poczułam się trochę jak w raju. Na pewno tworzę kilka świetnych materiałów z takimi możliwościami.
Nigdy nie chwaliłam się Jeffowi moją pracą, ani tym ile zarabiam. On miał z tym chyba problem, bo kiedy kilka razy próbowałam zacząć o tym opowiadać szybko zmieniał temat albo przypominał sobie o jakichś wątpliwych obowiązkach. Nie tak łatwo utrzymywać, że pieniądze są od ojca jeśli wyprowadziłam się z domu już jakiś czas temu. Było wiadomo, że nie da mi już nigdy ani grosza, a w końcu te miniony ciuchów nie biorą się z nikąd. Musiałam mu chociaż coś powiedzieć. Chłopak wiedział tylko, że piszę sporo i jestem w ciągłym biegu. To było prawdą, bo trudno znaleźć dziennikarzy, którzy by ze sobą nie rywalizowali. Nie miał za to pojęcia  kto interesuje się moimi tworami i dlaczego mam aż tyle ubrań. Właściwie, jeśli nie pytał, to miałam, na siłę, się chwalić? Głupio mi też było,  pozwalać mu harować ten cały czas, skoro stać mnie było na utrzymanie nas, nawet o obcym kraju. Ale on chyba by tego nie przeżył. Chciał sam zarabiać i nie zdawać się na mnie. Rozumiałam to w stu procentach i nie chciałam już teraz mieszać. Wiedział również, że zajmuję się modą, ale nigdy nie wyszedł ze mną w miejsce związane z takim towarzystwem, bo jak, jeśli nawet nie gadaliśmy o moim zawodzie. Czasem kiedy o tym myślałam to było mi trochę przykro.
Dość miło było siedzieć na naszym skromnym poddasz do czasu, kiedy chłopak przestał spędzać ze mną przedpołudnia. Bill mówił, że nawarstwiło się tyle obowiązków, że sam nie daje rady. Ale mnie to tak naprawdę gówno obchodziło. Wolałabym połazić z Jeffreyem chociaż godzinkę dziennie, ale zrobić na złość grubasowi. Przecież on ciągle robił jakieś numery i wykorzystywał naiwnego Fincha jak tylko się dało. Niestety chłopak był uparty i dotrzymywał obietnic, nie miałam szans na przeforsowanie swojego. Siedziałam, więc znudzona i zniecierpliwiona gapiąc się przez balkon na ulicę. Ludzie nie chodzili tu tak pośpiesznie oraz nie byli tak niepewni siebie jak Nowym Yorku. Każdy poruszał się swobodnie, z namysłem. Robili sobie odpowiednio dużo miejsca na ulicy, machając rękoma dookoła, nie przejmowali się niczym poza własnym cieniem. Kiedy robiło się chłodniej wyruszałam na wycieczkę po mieście. Odwiedzałam znane salony, również Balanciagę, obserwując czy spotkam tu kogoś znajomego. Była też możliwość, że ktoś kogo zobaczę pokarze się na zbliżających się wernisażach. Wtedy znajomość jego gustów i preferencji może być jak złoto. Samantha grzecznie przesłała mi zaproszenia na wszystkie imprezy, na które potrzebowałam wejściówek. Na ekspozycję koło portu dostałam nawet dwa.”

-Podaj mi nóż, proszę.
-Dzisiaj też znikasz? Trzymaj… ej, ej podaję ci- czekała ze sztućcem w wyciągniętej dłoni.- Weźmiesz go w końcu?
-Nie, moment- pochylił się zaglądając pod stół.- Tak, nie ma szans żebym się wyrwał. Okej, już mam swój.
-Boże, zdecyduj się. Mogłabym wam pomóc dzisiaj w robocie, żebyś jutro był wolny?
-Noo dobra, ale o co chodzi? Przecież wiesz jaka była umowa z tym wstrętnym spaślakiem. Jak ja go już nie mogę znieść!
-Musisz iść, ze mną na wernisaż- wypaliła, patrząc mu prosto w oczy z paraliżującą powagą.
-Jaki, co? O czym ty mówisz?
-Dostałam dwa zaproszenia i będą oczekiwać, że ktoś ze mną będzie. Raczej Billa nie poproszę?
-Jak to zaproszenia i od kogo? Cholera, ja się nie nadaje do takich rzeczy- nadal był dość zszokowany propozycją Beth, ale teraz skupił się na swoich za dużych spodniach i chwycił je na udach tak, że okazało się jak tak naprawdę są za wypchane i zniszczone. – W czym miałbym iść, w tym?
-To nie ma znaczenia w czym, powiedz mi tylko czy się zgadzasz?
-Nie, nie miałem pojęcia, że aż w tak wysokich sferach jesteś. Krępuje mnie to, nie chcę się ośmieszać i w ogóle, nie. Nagle teraz ci się zebrało na takie wyjścia?
-Rozumiem, przykro mi, ale okej jak chcesz- oczywiste było, że nie rozumiała. Z jeszcze większą pewnością można powiedzieć, że nie czuje się dobrze z odmową. Bardziej jednak bolało ją to, że chłopak się wymiguje. –Miałam nadzieję, że pokarzesz się ze mną i będzie nam razem miło, no ale trudno. Przemyśl to proszę.- Chwyciła torbę od Michela Korksa i wyszła zostawiając Jeffa z tym strasznym natłokiem myśli i stygnącymi francuskimi tostami.
Cały dzień analizował tylko poranną rozmowę. Chciał zająć się czymś męczącym, żeby odciążyć głowę, ale to nic nie dało. Przeniósł pięćdziesiąt skrzynek niewiadomo czego i postanowił  usiąść, zmierzyć się z samym sobą i coś zdecydować. Martwiło go to, że wcześniej nie zainteresował się tym co robi Bethy. Zależało mu na kontakcie z nią i mógł się jednak trochę wysilić. Jednocześnie był poirytowany, bo osiągnęła już sto razy więcej niż on i właściwie nie rozumiał jak mógł nie zauważyć jej statusu społecznego wcześniej. Okazała się po prostu cholernie bogatą panienką bywającą w znanych miejscach i czasem piszącą o tym w babskiej gazecie. Czy chciał być z kimś takim? Na pewno będzie go w końcu traktować z góry, protekcjonalnie, a później zostanie sam. Właściwie czemu z nim uciekła? Takie dziewczyny nie zadają się z ludźmi jak on. Na pewno przyjechała tu tylko dla tych wszystkich performance’ów. Chwila, wróć… czy to wszystko pokrywało się chociaż, w najmniejszym stopniu z prawdą? Elizabeth zawsze zachowywała się przyjacielsko i była najukochańszą osobą na świecie. W takim razie skąd przyszło mu to wszystko  do głowy. Chyba nie mógł się pogodzić z jej sukcesem i w dodatku wpłynęło na niego zaskoczenie. Za dużo w nim było niepewności i lęków żeby przyjąć ze spokojem fakt, że mniej od niej znaczy. Postanowił przełamać się i wybrać się na ten cały, durny wernisaż.
Kiedy wrócił po zmroku jej nie było. Zaczął przeszukiwać gorączkowo całe mieszkanie, żeby sprawdzić czy nie zabrała swoich rzeczy. Na szczęście okazało się, że nie wyjechała. Położył się zamyślony na łóżku i patrzył przez okno dachowe. Jeszcze nie było wieczoru, żeby na niego nie czekała. Wyjątkowo, tego dnia widać było kilka gwiazd i jakoś go to zasmuciło. Czuł się sam i nie wiedział co z tym zrobić. Nie miał pojęcia gdzie jest dziewczyna i niepokoiło go to. Chociaż zaraz na pewno będzie z powrotem to tkwiło w nim coś dziwnego, jak po każdej niewyjaśnionej sprzeczce z kimś ważnym. Chciał żeby już się znalazła i wszystko wróciło do normy. Czasem tak strasznie trudno nie widzieć kogoś cały dzień. Mógłby właściwie zrobić  coś ciepłego  i czekać  na nią z przeprosinami, ale uśpił go delikatny szum oceanu.
Następnego dnia obudził go zapach jajecznicy, ale nikt nie krzątał się po kuchni. Na stole leżał tylko liścik z samoprzylepnej karteczki. Miał do niej zadzwonić przed siódmą, jeśli się zdecyduje. Trochę się zdenerwował, bo już miał nadzieje na chwilę rozmowy z dziewczyną i naradę dotyczącą tego jak wyjście ma wyglądać. Miał tylko nadzieję, że się nie ośmieszy przychodząc w tym co lubi najbardziej czyli sportowej bluzie i wytartych spodniach.
Bill w żadnym wypadku nie chciał zgodzić się na zmianę planów. Natychmiast wpadł w szał zaczął krzyczeć i wymachiwać rękoma, jakby urodził się we Włoszech i nigdy nie widział Ameryki. Nie wiadomo było o co mu chodzi. Co prawda Jeff miał pomagać mu codziennie i obiecał być dyspozycyjny, ale robił to, bez najmniejszych wyjątków, już od jakiegoś czasu. Gdyby jeden raz mu odpuścił nic by się nie stało. Jednak reakcja właściciela była jakoś tak nieadekwatna do sytuacji, że chłopak stnął z założonymi rękoma, patrzył na niego mrużąc oczy i nie mógł uwierzyć w to co słyszy. Kiedy zaczęto go wyzywać, mówić o tym jakim jest darmozjadem i niewdzięcznym dupkiem trochę się w nim zagotowało. Nie miał zbyt dobrego humoru, a teraz frustracja rosła w nim z każdą chwilą. W końcu zaczęli kłócić się, obrażać nawzajem, aż Bill obraził się i wyszedł. Wrócił potem z piwem, jakby zupełnie odmieniony.
Usiedli przy jeszcze wilgotnym stoliku. Na blacie odbijały się promienie przedpołudniowego słońca, a w powietrzu wisiało niewypowiedziane napięcie. Bill nigdy nie patrzył w oczy nawet, jeśli gapiłbyś się na niego znacząco i tego wyczekiwał. Obracał w dłoniach przyciemnianą butelkę, sprawiał wrażenia jakby toczył sam ze sobą jakąś walkę.
-Jeffrey, mam taką sprawę. Nie możesz sobie tak wychodzić kiedy ja mam do ciebie sprawę. Jak ją załatwimy to się zastanowię …
-No gadaj.
-Wiesz, że ja oprócz knajpy mam swoich ludzi w mieście i nigdy nie lubiłem nudy. Bez owijania w bawełnę mogę powiedzieć, zabrałem się za nowe interesy.
-Co to za interesy?- głos chłopaka był ostry jak nowiutka maszynka do golenia.
-Jeszcze teraz się nie dowiesz, ewentualnie kiedy być moim partnerem. Nie będę rozpowiadał, o czymś co może dać tyle kasy, na prawo i lewo bez gwarancji pożytku z tego. A mówię ci, nigdy w swoim marnym północnoeuropejskim życiu nie widziałeś na raz tyle hajsu, ile dostałem w łapę tydzień temu.
-Rozumiem, że nie jest to chyba zbyt legalne?
-No właściwie to nie jest, ale powiedz mi jakie to ma tak naprawdę znaczenie? Zysk jest, dreszczyk emocji jest i co najważniejsze podniesiemy się w hierarchii. Potrzebuję partnera, żeby nie siedzieć w tym sam. W dodatku co to biznesman, jeśli nie ma z kim trzymać. Rozumiesz mnie doskonale, tego jestem pewien. I tak tu pracujesz, więc będziesz musiał tu zostać. Wątpię, żeby twoja paniusia była w stanie was oboje wyżywić, a wygląda na taką co dużo wymaga. Proponuję ci doskonały interes. Pomyśl tylko o jej minie kiedy zobaczy ile masz kasy, zaraz przestanie cie trzymać na dystans.
-Nawet nie próbuj mną tak manipulować, co ja jestem. Daj mi czas, nie wiem czy chce się wplątywać w twoje dziwne plany. Muszę się po prostu zastanowić.- z każdą chwilą robiło się coraz goręcej i wszystkie blaty już dawno wyschły. Oni siedzieli dalej zatopieni swoich rozmyślaniach, uciekając od siebie wzrokiem. Od Billa emanowała jednak nieustępliwość i presja tak silna, że Jeff czuł jak ściska mu się żołądek.
-To co z tym wieczorem?
-A leź gdzie chcesz, co mi tu po tobie. Tylko wypakuj skrzynie z magazynu. - chłopak, więc wzruszył ramionami i chciał już odejść, ale Bill go zatrzymał. -Facet, nie masz wyboru, niech ci się nie wydaje, że czeka cię bajkowe zakończenie. Będziesz się stawiał to dorwie cię kto inny, pamiętaj z kim zadzierasz.

Głos w słuchawce był łagodniejszy niż myślał. Chyba czekała na jego telefon. Umówili się, przed wejściem do galerii, przy porcie, o siódmej trzydzieści. Już nie mógł doczekać się kiedy miną wszystkie te godziny. Dręczyło go to jak wypadnie, czy nie zrobi jej wstydu i czy w ogóle będzie umiał się zachować. Myślał o ludziach których prawdopodobnie tam spotka, o tematach, na które będą rozmawiać. Oczywiste było, że ubrania nie interesowały go w najmniejszym stopniu, wyłącznie stres związany z całą sytuacją miał jakieś znaczenie. Zachowywał się jak przestraszony nastolatek co denerwowało go do granic możliwości. Przekopał całą szafę i wyłożył wszystko na łóżko. Ubrał się, rozebrał, jeszcze raz ubrał, zdjął koszulę, założył sweter, potem zdecydował się na bluzę, albo jednak na koszulę. Właściwie to po czym poznać czy jedna część pasuje do drugiej? Ktoś napisał może o tym poradnik? W końcu wyszedł w tym co miał na sobie na początku. Szedł szybko, szybciej niż zazwyczaj, bo chciał być na miejscu wcześniej niż zapowiedział. Zawsze denerwowała go myśl o tym, że ktoś musi na niego czekać. Niestety ona już stała przed drzwiami. Ciepły wiatr unosił jej błękitną sukienkę, lecz z daleka nie był w stanie dojrzeć twarzy dziewczyny. Dopiero kiedy zbliżył się na dwa kroki odwróciła się i wbiła w niego ciężkie spojrzenie. Wyglądała prześlicznie. Kasztanowe włosy opadały na delikatną twarz, były jak błyszczący jedwab. Zdążył zapomnieć jak bardzo ją lubi. „Hej Liz” wycedził zakłopotany, a ona nic nie odpowiedziała tylko chwyciła go za rękę i razem weszli do środka.
Jeffrey Finch II
Od pierwszej części minęło tak strasznie dużo czasu, ale uważam, że będzie to dość żałosne jeśli będę się tłumaczyć szkołą.
Mam nadzieję, na szybsze pojawienie się trzeciej części. Piszcie w komentarzach co myślicie, co wam przyszło na myśl, cokolwiek, bardzo mi na tym zależy.

MIŁEJ LEKTURY!!!
merllon.deviantart.com/art/Jef… - część pierwsza
Loading...

-Jeff…

-Słucham?

-Fajnie tu.

-Nie martw się, jeszcze trochę zostaniemy. Jezu, patrz jak pięknie!- wskazał na olbrzymi księżyc, jego odbicie w wodzie, światła wzdłuż wybrzeża.- Podoba ci się?

-Jest cudownie Jeff.- przysunęłam się trochę do niego, ale nie chciałam go dotknąć. Nie patrzyliśmy na siebie w ogóle tylko na tą całą ciemność, która nas otaczała. Milczeliśmy, chociaż czułam, że oboje byliśmy dość spięci.

-Wiesz co, my się tak naprawdę nie znamy- poruszył się niespokojnie.

-O czym ty mówisz?

-Chodzi mi o to, że no wiesz, tam w LA, nie było tak naprawdę chwili tylko dla nas. Przez większość czasu się do siebie nie odzywaliśmy, jak by na to trzeźwo spojrzeć.
-To było trochę poplątane…

-Po prostu zastanawiam się dlaczego mnie ze sobą wziąłeś…- ciągnęłam nie zważając na to co powiedział.

-Hej, ale tutaj już nikt nie przeszkadza. Nie twórz problemów. Choć idziemy- podał mi rękę i zeszliśmy z plaży. Jeffrey był już kiedyś w san Sebastian. Prowadził ciemnymi uliczkami jakbyśmy chodzili tu codziennie. Bałam się trochę tych wszystkich zaułków, ale on od plaży nie puścił mojej dłoni. Nigdy wcześniej  tego nie zrobił. Wszystko było takie tajemnicze i niezwykłe.  Zawsze czułam się tak w nowym miejscu, zwłaszcza równie wyjątkowym. Z każdym krokiem i kolejną sekundą jego ciepłego uścisku, miałam wrażenie że w tym właśnie mieście, gdzie może zdarzyć się wszystko, przestaniemy być sobie wreszcie tacy obcy. Sprzyjała temu pełnia, zapach morskiego powietrza, i sprzyjał temu blask gwizd. To miejsce musi wszystko rozwiązać, ułożyć każdy maleńki problem za nas. Wreszcie nie trzeba się niczym więcej martwić niż tym czy już spociły mi się palce czy będzie to dopiero za 5 sekund.

Dotarcie na miejsce zajęło nam 15 minut szybkiego marszu. Byliśmy właśnie przed motelikiem Billa. Nie powiem, żeby był zbyt elegancki, ani na zewnątrz, ani w środku. Właściwie można by uznać go za całkiem schludny, ale dopiero po długim namyśle. Przy wysokim blacie recepcji czekał na nas sam Bill. Jeffrey chciał żebym zostawila ich samych, tak więc zrobiłam. Usiadłam sobie na wielkiej sofie pod jeszcze większym i obrzydliwie brudnym oknem. Przyznam, że opłacało mi się obserwować ich i robiłam to teraz z ledwo widocznym uśmieszkiem. Nie mogłam dać się zdemaskować. Sęk był w tym, że uwielbiałam przypatrywać się temu cudownemu chłopakowi. Teraz w dodatku porównując go do Billa wyglądał niezwykle zabawnie, dosłownie jak miniaturka człowieka. Zestawienie wywołującego postrach,  gigantycznego właściciela  i chudziutkiego Fincha sprawiało, że myślałam, tylko o tym by siedzieć spokojnie i nie sprawiać wrażenia zbyt ubawionej. Gapienie z założenia nie jest dość taktowne. Co miałam jednak zrobić kiedy on miał tak piękne orzechowe oczy i taki uroczy uśmiech? Nie chciałam, mu jeszcze mówić jak bardzo z nimi szaleję, to nie pora. Poczekam trochę, może wtedy mój zachwyt nabierze większego znaczenia .

Omawiali coś śmiejąc się od dłuższej chwili, więc zdecydowałam się podejść.

-Cześć chłopcy, jestem Elizabeth, miło mi poznać!

-Bill, hej, mi również!- na razie nie robił aż tak złego wrażenia jak jego łańcuch i monobrew.- Jesteś jego dziewczyną? – najpierw przez moment stałam z zrzedłym uśmiechem na ustach i otwartą buzią, ale po chwili mnie otrzeźwiło. Zauważyłam kontem oka, że Jeffrey wszystko obserwuje, więc szybko odparłam żeby mnie nie wyprzedził.

-Nie, nie jestem. Po prostu przyjechaliśmy razem – wolałam teraz już na niego nie patrzeć. Chyba trzeba było głębiej przemyśleć co mówię, zanim jednak to powiem. – Ustaliliście już wszystko?

-Tak, właściwie tak. Zamieszkacie nad biurem, wejście jest o tutaj.- skiną na nas ręką, więc grzecznie podążyliśmy za nim w głąb recepcji do zbyt małych drzwiczek we wnęce. Za nimi były strome. jak drabina, schodki prowadzące do dachowego pomieszczenia z kuchnią, łazienką i niby-salonem. Myślałam, że powie gdzie co jest, czy coś, ale Bill zdążył nas tylko wpuścić, zostawić klucz na komodzie i natychmiast zniknął dudniąc na maleńkich stopniach. Opadliśmy oboje na miękką jak podusia kanapę, stojącą, niezbyt zgrabnie, na samym środku. Jeff wyczekująco mi się przyglądał, a ja udawałam, że nie wiem o co chodzi. Zaczęłam komentować, jak miło jest pod tymi skosami, jak ładnie światło pada na łóżko przez okno dachowe i jak dobrze, że mamy własne miejsce. Poprawił się na siedzeniu, obracając ciało centralnie do mnie i czekał. W końcu nie wytrzymałam.

-No co! Co miałam powiedzieć? Nie moja wina, że masz takiego wścibskiego kumpla, ja pierdole. –czemu on był taki spokojny?

-Wiem, to szuja. Mówiłem mu, że nie jesteśmy razem- chyba się zamyślił.

-Przykro ci?

-Nie. Znaczy nie wiem. Jakoś tak nie wiem jak to wszystko określić. I przecież niby nic nie ma, a jak już się przyzna to i wypowie na głos to jest jakoś dziwnie.

- Przepraszam cię,Jeff…

-Obiecaj mi proszę, że San Sebastian rozwieje raz na zawsze nasze niepokoje.

 

Na początku spędziliśmy tu tydzień. Każdy kolejny dzień był bardzo podobny, ale nadal zbyt wspaniały by nazwać go monotonnym. Przed południem chłopak wychodził ze mną na spacer, zwiedzaliśmy miasto, szliśmy na plażę albo do kina czy muzeum. Z każdą chwilą starałam się czerpać coraz więcej z jego obecności i powoli przestawałam być taką oschłą suką jaką się zawsze okazywałam. Opowiadał mi mnóstwo historii. Mówił i mówiłam, śmiał się i był  otwarty jak nigdy. Czasem trudno było poznać starego, cichego i skrytego Jeffa. Miałam wrażeniem  ze chyba już mi ufa, że zaczynamy czuć się ze sobą na tyle swobodnie żeby nikogo nie udawać i nie kalkulować każdego słowa.

Billy chodził z nim do podstawówki. Mieszkali koło siebie i zawsze się znali. Pewnego lata jego matka ostawiła ich i wyjechała do San Sebastian. Znalazła tu pracę, przyjaciół i wreszcie poczuła się szczęśliwa. Oczywiście był to dla niego olbrzymi cios, ale decyzja matki przedstawiała również spore profity. Każdych wakacji bogata rodzina z Hiszpanii fundowała dzieciakowi lot do Europy i z powrotem, a później organizowała fantastyczne wakacje.  Nikt nigdy, nie dowiedział się dlaczego mieli tak dużo pieniędzy. Sąsiedzi plotkowali o nich jako o mafiosach, dzieciaki mówiły, że obrabowali bank, ale jego nigdy to tak naprawdę nie interesowało. Chłopiec miał wtedy swoje dwa, małe chociaż wielkie światy. Potrafił cały rok wyczekiwać ostatniego dnia szkoły by móc znów zobaczyć Stary Kontynent i ukochaną matkę. Z czasem gdy Bill rósł  stawał się w mieście coraz bardziej samotny i czasami pozwalano mu zabierać ze sobą jakiegoś kolegę. Któregoś lata Finch załapał się na taką wycieczkę. Dlatego właśnie oboje znali tu każdy kąt. W końcu zmęczony ciągłym przemieszczaniem się i już doroślejszy podróżnik postanowił na stałe wynieść się od ojca i pół roku po zamieszkaniu w kraju pełnym gorącego słońca i żelu do włosów założył własny biznes. Był to ten oto motelik oraz bar, który do dzisiaj pozwala mu zarabiać na występach małych, nieznanych zespołów bądź solistów.

W razie gdyby Jeffrey potrzebował miejsca by się zatrzymać podczas pobytu w Europie, Bill służył pomocą.

 Jakoś koło późnego popołudnia Jeff znikał. Szli razem z Billem to baru, taka była między nimi umowa. W zamiar za mieszkanie miał pomagać mu ogarnąć wszystko. Ustawiali stoliki, myli blaty i szklanki, nosili skrzynki z wódką albo przygotowywali nagłośnienie. Kilka godzin później kiedy lokal był w miarę pełen, przybiegał po swoją gitarę. Z początku nie miałam pojęcia o co chodzi. Głównie dlatego, że w ogóle się tam nie zapuszczałam. Potem jednak okazało się na czym polegała druga część umowy. Chłopak stawał, na małym podeście w centralnej części sali i śpiewał klienteli do kotleta czy raczej kieliszka, nie mam pojęcia? Czasami były to jakieś zwolnione strzępki wspólnej twórczości jego zespołu, ale głównie grał co mu przyszło do głowy. Zorientowałam się co jest grane dopiero po trzech dniach. Wracał wykończony kiedy ja już dawno spałam i nie miał nawet czasu zdjąć butów. Od razu zasypiał, na tapczanie. Nie chciałam się za bardzo wtrącać do tych całych interesów, ale ciekawość dała za wygraną. Kolejnego wieczora, gdy znudziło mi się już siedzenie samej, znalazłam ten bar. Właściwie był tylko po drugiej stronie ulicy. Trochę oszołomił mnie duszący zapach i ilość ludzi w każdym kącie. Dookoła porozstawiane były krzesła, ledwo dało się przejść. Przepchałam się trochę dalej i wtedy zobaczyłam jak występuje przed nimi wszystkimi. Poczułam się jak typowa fanka czy dziewczyna muzyka, która jeździ z nim wszędzie, a na koncertach udaje  zauroczoną muzyką. Ale on serio prezentował się fajnie! Zostałam do końca. Jednak gdy zniknął ze sceny, szybko uciekłam, ponieważ miałam zamiar na niego poczekać w domu. Trwało to dłużej niż myślałam.

W końcu usłyszałam skrzypienie schodów, a potem szczęk klamki.

-Heej Jeff!- wtoczył się do pokoju zdziwiony. Natychmiast wstałam, zdjęłam mu kurtkę i czapkę, a potem wygładziłam poplątane włosy.- Witaj, pięknie dzisiaj wypadłeś-  na zmęczonej twarzy pojawił się jeszcze jaskrawszy wyraz zdziwienia. Chyba nie miał siły koncentrować się na tym co mówię.

-Yhm… zrób mi herby Beth – poczułam się normalnie jak narzeczona żołnierza który wrócił z wojny. Mogłam o niego zadbać, jak prawdziwa wartościowa… właściwie kto? Nieważne. Potem kazałam mu się położyć normalnie.

-Dziewczyno, nie chce nieporozumień, to nie jest super komfortowa sytuacja. Rozgraniczmy to jakoś. Kilka dni temu mi mówisz, że ani trochę się nie znamy. Nie chce żeby było jak wcześniej. Może jeszcze nie czas…

-Piłeś?

-Nie jestem wykończony, Bethy decyduj się  bo zaraz jak się ugnę to coś sobie połamię.-Skinęłam głową i poszłam do kuchni udawać,  że coś robię.  Kiedy przyniosłam gorący kubek już dawno spał.

Jeffrey Finch
Hej, to jest właśnie pierwsza część opowiadania, którym teraz się zajmę. W razie gdybym zrobiła jakieś straszne błędy logiczne, które zdarzają mi się ZAWSZE, proszę pytać, powiem o co chodzi, poprawię. Pomóżcie mi udoskonalić to co naskrobałam. :)

Miłego czytania, kolejne części już wkrótce!!!
Loading...
  • Mood: I Have To Pee
  • Listening to: Soundstrack from "Submarine"
  • Reading: kinda shitty thing for school
  • Watching: Alex being hot at all the photos you can find
  • Playing: with my cat
  • Eating: no food
  • Drinking: diet coke as always
Hi everyone!

So a few days I started listening to Arctic Monkeys again. It always affects on a LARGE FANGIRLfangirlplzomgrandomemote fangirlplz 
Anyway I listened to all the CD from the start of their career to the last ones and they made me cry or make weird dances to every one of them Squidward Sexy (Dance). I'm sure you all know what fangirl feels like so I don't have to explain it.
But the point is that my school dudes had sth like this in the same time and now Arctic Monkeys is all we are able to talk about.
We all love this band like more then ourselfs and maybe our everything. We all have CDs and AM t-shirts and other amazing things connected to them. We all also think that Alex Turner is the hottest guy on the planet and the most adobable person ever. As all of fans me and my friends would absolutly love to go on a concert and see them live. I's quite near from here to Berlin when they are often and maybe the tickets would be cheap. But is it possible?
I mean Alex's voice is PERFECT, he's so handsome, and cool (yeah that's the ideal word that describes him), he wears nice clothes, his song are the best songs in last 15 years, and lyrisc and his gf are so amazing. Person like this just CAN'T be real! People like this don't exist, it's not possible. I'm sure you feel the same about your favorite musicians or writters or movies/books characters etc. And now when it come to the point when you realise that somebody organises event and they say that you're gonna see him. Then you are kinda: No! How! He doesn't exist, these are songs written by another person! Don't freackin' try to fool me!
There are a lot of fact that can prove he is real : wikipedia, photos, videos but it's not like this. I's just so hard to believe...
That what I wanted to express, thank you for reading this shit.

Do you have the same feelings about your idols? If no what do you think about what I wrote? And what are other weird feelings you have when you think about them? Tell me, write to me, let me know! :la: choir

support the club by ArcticMonkeysFans
Wow, last journal is soooo old.omfg  I just want to thank :iconlerrmett: for inspiring me once again to go back here and start     visiting this site more often. Thank you all guys for following my profile, you're awesome :happybounce: Huggle! Nuu :squee: OMG MOAR POEMS! Boogie! 
Anyway   deviantART --->Rabbit hole was so suprising Rage 
  • Mood: I Have To Pee
  • Listening to: Soundstrack from "Submarine"
  • Reading: kinda shitty thing for school
  • Watching: Alex being hot at all the photos you can find
  • Playing: with my cat
  • Eating: no food
  • Drinking: diet coke as always
Hi everyone!

So a few days I started listening to Arctic Monkeys again. It always affects on a LARGE FANGIRLfangirlplzomgrandomemote fangirlplz 
Anyway I listened to all the CD from the start of their career to the last ones and they made me cry or make weird dances to every one of them Squidward Sexy (Dance). I'm sure you all know what fangirl feels like so I don't have to explain it.
But the point is that my school dudes had sth like this in the same time and now Arctic Monkeys is all we are able to talk about.
We all love this band like more then ourselfs and maybe our everything. We all have CDs and AM t-shirts and other amazing things connected to them. We all also think that Alex Turner is the hottest guy on the planet and the most adobable person ever. As all of fans me and my friends would absolutly love to go on a concert and see them live. I's quite near from here to Berlin when they are often and maybe the tickets would be cheap. But is it possible?
I mean Alex's voice is PERFECT, he's so handsome, and cool (yeah that's the ideal word that describes him), he wears nice clothes, his song are the best songs in last 15 years, and lyrisc and his gf are so amazing. Person like this just CAN'T be real! People like this don't exist, it's not possible. I'm sure you feel the same about your favorite musicians or writters or movies/books characters etc. And now when it come to the point when you realise that somebody organises event and they say that you're gonna see him. Then you are kinda: No! How! He doesn't exist, these are songs written by another person! Don't freackin' try to fool me!
There are a lot of fact that can prove he is real : wikipedia, photos, videos but it's not like this. I's just so hard to believe...
That what I wanted to express, thank you for reading this shit.

Do you have the same feelings about your idols? If no what do you think about what I wrote? And what are other weird feelings you have when you think about them? Tell me, write to me, let me know! :la: choir

support the club by ArcticMonkeysFans

Journal History

deviantID

Merllon's Profile Picture
Merllon
Asia
Poland
Flag Counter

Stamp Alex Turner (Black) by ColdLove98 Arctic Monkeys Stamp by orchiko Arctic Monkeys by mardyanimator arctic monkeys by loki-do-ziemi support the club by ArcticMonkeysFans Sex And The City by phantom John Deacon Stamp by Izzy-May Roger Taylor Stamp by Izzy-May Brian May Stamp by Izzy-May We Miss You Stamp by July261995 Led Zeppelin Stamp by gangsterg System Of A Down Stamp by Agony-Whispers STAMP: Cassie Ainsworth fan by neurotripsy Anorexia by Mirz123 Anti Pro-Ana by Foedus-Stamps



Follow me on tumblr!!!
Interests

AdCast - Ads from the Community

Groups

Comments


Add a Comment:
 
:iconiwana-red:
Iwana-Red Featured By Owner Feb 8, 2015  Hobbyist Artist
Wszystkiego najlepszego jeśli masz dzisiaj urodziny~~
Reply
:iconmerllon:
Merllon Featured By Owner Feb 9, 2015
jej, jej dzięki wielkieLove 
Reply
:icontaz412:
taz412 Featured By Owner Jan 12, 2014
:wave: :thanks: for the :+fav: on "Space Ace"... I appreciate it :).
Reply
:iconpolandsprang:
PolandSprang Featured By Owner Nov 29, 2013  Student General Artist
Thanks for the watch! :D
Reply
:iconmerllon:
Merllon Featured By Owner Dec 9, 2013
my pressure!

Reply
:iconanna655:
Anna655 Featured By Owner Oct 15, 2013  Hobbyist Traditional Artist
dzięki za watcha :D
Reply
:iconmerllon:
Merllon Featured By Owner Oct 16, 2013
cała przyjemność po mej stronie ^^
Reply
:iconsugarspiders:
SugarSpiders Featured By Owner Aug 11, 2013  Hobbyist General Artist
Bardzo dziękuję za sfavowanie rysunku Darona :)
Reply
:iconmerllon:
Merllon Featured By Owner Aug 21, 2013
Zasłużony ^^

Reply
:iconbonascottina:
BonaScottina Featured By Owner Aug 8, 2013  Hobbyist Traditional Artist
Dzięki za fava! :)
Reply
:iconmerllon:
Merllon Featured By Owner Aug 8, 2013
Nie dziękuj,  bo jest niezaprzeczalnie zasłużony Love  Clap 
Reply
:iconbonascottina:
BonaScottina Featured By Owner Aug 9, 2013  Hobbyist Traditional Artist
:D
Reply
:iconharleyquinnarkham:
HarleyQuinnArkham Featured By Owner Aug 6, 2013  Hobbyist Traditional Artist
Thanks for watching me!! :iconharleyhugplz::iconsupertighthugplz:
Reply
:iconmerllon:
Merllon Featured By Owner Aug 6, 2013
 My pleasure! :iconthom-mc:
Reply
:iconharleyquinnarkham:
HarleyQuinnArkham Featured By Owner Aug 6, 2013  Hobbyist Traditional Artist
:iconduffmckaganplz:
Reply
:iconvesperwinchester:
VesperWinchester Featured By Owner Jul 26, 2013  Student General Artist
Well, obviously you are awesome.  Why did it take me so long to llama you?
Reply
:iconmerllon:
Merllon Featured By Owner Sep 28, 2013
Oh thanks ^^ ;* Hmmmm... I don't know I still don't get some things on this website...
Reply
:iconvesperwinchester:
VesperWinchester Featured By Owner Jun 21, 2013  Student General Artist
Why, thank you for thr fave!
Reply
:iconssheaan:
ssheaan Featured By Owner May 26, 2013  Student Traditional Artist
Thank you so much for the favourite! :boogie:
Reply
:iconmerllon:
Merllon Featured By Owner Jun 16, 2013
My pleasure :love:
Reply
:icone5c4p3:
E5C4P3 Featured By Owner Mar 10, 2013
Thanks so much for the fave. :D
Reply
:iconmerllon:
Merllon Featured By Owner Mar 15, 2013
Welcome!!! :hug:
Reply
:icongabriel-luna:
Gabriel-Luna Featured By Owner Mar 8, 2013  Hobbyist Photographer
Thanx for the fav! :)
Reply
:iconmerllon:
Merllon Featured By Owner Mar 9, 2013
you're welcome! :hug:
Reply
:iconbonascottina:
BonaScottina Featured By Owner Feb 16, 2013  Hobbyist Traditional Artist
Dzięki za fava!
Reply
Add a Comment: